Hejka kochani!
Dziś chciałabym wam opowiedzieć o osobie, która dała mi wiele do myślenia.
"W wieku 8 lat wychodząc ze szkolnego autobusu, wpadł pod ciężarówkę. Lekarze nie dawali mu szans. Przeszedł trzy trepanacje czaszki. Przez dwa miesiące był w śpiączce, trzy przeleżał w szpitalu. Kiedy się obudził, nie pamiętał nic. Nie poznawał nikogo i niczego. Na nowo musiał uczyć się świata. Po wypadku ma krótszą lewą nogę, niesprawną rękę, niedowład prawej części ciała i nie widzi na lewe oko. - Nie mogłem chodzić, ale po wielu latach rehabilitacji odzyskałem częściową sprawność. Pewnego dnia - mimo ruchowych ograniczeń - zacząłem biegać. I tak od ponad dziesięciu lat regularnie startuję w maratonach, a od jakiegoś czasu w biegach ultra, na bardzo długich, czasem nawet kilkusetkilometrowych dystansach."
Pewnie niektórzy z was domyślają się o kim mowa. Usłyszałam o nim w tv. Na początku byłam zaskoczona i pod wrażeniem, w sumie dalej jestem.
Dziś chciałabym wam opowiedzieć o osobie, która dała mi wiele do myślenia.
"W wieku 8 lat wychodząc ze szkolnego autobusu, wpadł pod ciężarówkę. Lekarze nie dawali mu szans. Przeszedł trzy trepanacje czaszki. Przez dwa miesiące był w śpiączce, trzy przeleżał w szpitalu. Kiedy się obudził, nie pamiętał nic. Nie poznawał nikogo i niczego. Na nowo musiał uczyć się świata. Po wypadku ma krótszą lewą nogę, niesprawną rękę, niedowład prawej części ciała i nie widzi na lewe oko. - Nie mogłem chodzić, ale po wielu latach rehabilitacji odzyskałem częściową sprawność. Pewnego dnia - mimo ruchowych ograniczeń - zacząłem biegać. I tak od ponad dziesięciu lat regularnie startuję w maratonach, a od jakiegoś czasu w biegach ultra, na bardzo długich, czasem nawet kilkusetkilometrowych dystansach."
Pewnie niektórzy z was domyślają się o kim mowa. Usłyszałam o nim w tv. Na początku byłam zaskoczona i pod wrażeniem, w sumie dalej jestem.
Eh.. wiecie nie będę dalej trzymała nikogo w niepewności. Chodzi mi o Darka Strychalskiego! :)
Darek Strychalski pokonał 217 km! Zaskoczeni?
Start odbył się przy wyschniętym jeziorze Badwater (86 m. poniżej poziomu morza), meta natomiast znajdowała się na szczycie Mount Whitney (2530 m n.p.m) .Darek biegł szosą, najczęściej po górę.
Badwater to nie tylko morderczy dystans, ale i
wyjÄ…tkowo nieprzyjazna, pustynna pogoda.
Temperatura w cieniu sięga tam w ciągu dnia 50, a w nocy nawet 40
stopni Celsjusza. Na pokonanie trasy miał 48 godzin.
Mimo wielu kryzysów, które dopadały Darka, nie poddał się. Dzięki motywacji przyjaciół i wiary w siebie dokonał czegoś, co dla innych może być nie możliwe! Pokonał Dolinę Śmierci i przybiegł w czasie 45 h 11 minutach 10 sekundach!
"- Moje bieganie
zaczęło się śmiesznie, bo w 2000 roku, kiedy popsuł mi się rower. By
nie stracić formy, zacząłem próbować. Najpierw było pół kilometra, potem
kilometr, coraz bardziej systematyczne treningi po 20 kilometrów. Na
początku zapisałem się do klubu osób niepełnosprawnych "Start" w
Białymstoku. Potem zaczęły się biegi uliczne. Pierwszy maraton pobiegłem
dwa lata później i czas mnie zaskoczył - miałem około 3 godzin. Od 2004
roku biegałem coraz szybciej, a w 2007 roku zaliczyłem ultrabieg. Po
takim Ultrabalatonie na przykład, który ma 212 km, czuję się trochę
"wyjechany". Odpoczywam dopiero po dwóch dniach. Ale czym dłuższy
dystans, tym lepiej siÄ™ czujÄ™. Ja nie walczÄ™ o wynik, o miejsce, ale o
pokonanie tego dystansu. To jest bardziej walka z samym sobą - kończy. "
Oglądając wywiad z nim pomyślałam, że jest wielkim człowiekiem. Pokonując ten dystans, pokazał całemu światu, że to, że jest niepełnosprawny, nie znaczy, że nie może dokonywać wielkich rzeczy. Jak czasem bardzo jest mylne nasze myślenie, że nie damy rady, że się do tego nie nadajemy?
W pewnym sensie też należałam do takich ludzi, myśląc, że się do tego nie nadaje, bo po co, to bez sensu.. Jednak dzięki niemu otworzyłam sobie oczy. Od kilkunastu dni z małymi przerwami staram się biegać. Może nie jestem w tym dobra, bo często nie daję rady, ale cóż, może kiedyś będzie lepiej ;) I polubiłam bieganie, chyba coś niemożliwego! Od zawsze nie lubiłam.
Darek Strychalski jest dla mnie wzorem do naśladowania i motywuje do działania. Pokazał mi, że nie trzeba wiele do szczęścia. Jednak trzeba być cierpliwym i wytrwałym. Najważniejsze jest to co mamy w głowie. Trzeba pamiętać, że możemy wszystko co tylko chcemy, ale musimy chcieć. Zawsze popychać się do granic swoich możliwości, walczyć ze słabościami.
A wy macie kogoÅ›, kto was motywuje?
tekst w " "- białystok.gazeta.pl























